forBet promocja

Rozmowa - Nasi za granicą

T. Zahorski: Nie potrzebuję pseudoprzyjaciół

2011-01-04 00:48:07 OKS 1945 Olsztyn

- Jeszcze niedawno zmagałem się przecież z ciężką kontuzją i niektórzy mówili, że to już mój koniec. Wróciłem jednak wiosną i pomogłem kolegom w wejściu do Ekstraklasy. Runda jesienna też nie była zła - ocenia Tomasz Zahorski. Fot. bialoczerwoni.com.pl

- Jeszcze niedawno zmagałem się przecież z ciężką kontuzją i niektórzy mówili, że to już mój koniec. Wróciłem jednak wiosną i pomogłem kolegom w wejściu do Ekstraklasy. Runda jesienna też nie była zła - ocenia Tomasz Zahorski. Fot. bialoczerwoni.com.pl

- Według jednej z diagnoz miałem już nie wrócić do gry… - wspomina 26-letni Tomasz Zahorski. Od dłuższego czasu ze zdrowiem „Zahora” wszystko jest jednak okay i po bardzo dobrym ubiegłym roku wychowanek Pisy Barczewo liczy, że będzie mu jeszcze dane pokazać się w reprezentacji Polski.

 

- Jak spędziłeś święta i sylwestra?

- W porządku. Wciąż jeszcze jestem w Barczewie, gdzie u rodziców i teściów spędziłem te święta. Sylwester też dobrze wyszedł. Z grupą znajomych wybraliśmy się na bal przebierańców niedaleko Barczewa i zabawa była naprawdę przednia.

- Kiedy ostatnio odwiedzałeś stadion OKS 1945 Olsztyn lub Pisy Barczewo?

- Na meczu OKS byłem ostatnio dawno temu. Aż trudno mi sobie przypomnieć kiedy. Chyba z rok temu… Na pewno krótszą przerwę miałem w odwiedzaniu meczów Pisy – choćby ze względu na to, że na stadion mam po prostu bliżej. Ostatnio mecz Pisy widziałem chyba latem podczas urlopu. Na mecz do Olsztyna, nawet jeśli jestem domu, trudno mi się wybrać, bo nawet nie za bardzo mam z kim. Większość z moich znajomych z okresu gry w OKS też się gdzieś porozjeżdżała.

- W Plebiscycie naszego portalu na Piłkarza Roku Za Granicą Województwa ustępujesz tylko Adrianowi Mierzejewskiemu. Też uważasz, że masz za sobą dobry rok?

- Uważam, że tak. Jak co roku, można wysnuwać na koniec wnioski pozytywne i negatywne. Chciałbym pewnie, żeby ten miniony rok wypadł jeszcze lepiej, ale najważniejsze, że jest progres. Jeszcze niedawno zmagałem się przecież z ciężką kontuzją i niektórzy mówili, że to już mój koniec. Wróciłem jednak wiosną i pomogłem kolegom w wejściu do Ekstraklasy. Runda jesienna też nie była zła, choć po awansie apetyty trochę się nam zaostrzyły i uważam, że mogliśmy zakończyć rok wyżej. Ja też mogłem tych bramek trochę więcej strzelić, ale generalnie 2010 rok zaliczam na plus. Teraz w dobrym stylu chciałbym jeszcze dociągnąć do czerwca 2011 i wtedy będę mógł powiedzieć, że zaliczyłem dobry rok.

- Miniony rok był na pewno dużo lepszy, niż rok 2009. Wówczas straciłeś przecież ponad pół roku i niektórzy z satysfakcją wieszczyli już koniec „Zahora”. Tobie również przychodziły do głowy czarne myśli?

- Wiadomo, że przy każdej poważniejszej kontuzji różne myśli przychodzą do głowy… Ja obawiałem się wtedy przede wszystkim o nogę, o kolano. Wiedziałem, że jak nie będzie żadnych powikłań, to dojdę do dyspozycji fizycznej, a formę potem sam wypracuję. Problemy się jednak pojawiły i to dość poważne. Przez 10 dni leżałem wtedy w szpitalu wojewódzkim w Olsztynie. Przeszedłem ponowną artroskopię, bo po poprzednim zabiegu pojawiły się skrzepy i mogły się pojawić bakterie. Wtedy zrobiło mi się naprawdę gorąco, bo według jednej z diagnoz miałem już nie wrócić do gry… Szczęście było jednak po mojej stronie, bo komplikacje ustąpiły. Wróciłem do rehabilitacji, a potem po siedmiu czy ośmiu miesiącach wznowiłem treningi. Nie zaskoczę pewnie nikogo, jeżeli powiem, że był to dla mnie naprawdę bardzo ciężki okres i cieszę się, że jest już za mną. Cieszę się też, że do Górnika przyszedł wtedy trener, którego znałem z kadry i który pozwolił spokojnie wejść mi z powrotem w drużynę. Za to trenerowi Nawałce jestem na pewno wdzięczny.

- W tamtym okresie dowiedziałeś się pewnie, kto jest prawdziwym przyjacielem, a kto niekoniecznie…

- Jasne. Ta prawda, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w trudnych chwilach, a innych odkreśla się grubą kreską, dotyczy nie tylko zawodu sportowca. Ja w tym czasie w stu procentach mogłem liczyć na swoją rodzinę i dlatego teraz, gdy wszystko jest dobrze, staram się trzymać z nią nadal jak najbliżej. Pseudoprzyjaciół i znajomych, którzy klepią po plecach tylko wtedy, kiedy jest dobrze naprawdę mi nie potrzeba.

Poza tym przekonałem się też, że dojście do siebie i gra bez lęków wymaga naprawdę dużej cierpliwości. Na pewno tamten okres był dla mnie jakąś lekcją.

- Myślisz jeszcze o powrocie do reprezentacji?

- Oczywiście. Uważam się za ambitnego zawodnika. Wciąż mam swoje cele i marzenia. Mam nadzieję, ze czeka mnie udany rok 2011, który pozwoli zwrócić na siebie uwagę selekcjonera i dostać szansę na powrót do reprezentacji. Wierzę, że dostanę jeszcze szansę pokazania się i udowodnienia swoich umiejętności.

- Jeszcze jako zawodnik Górnika?

- Na razie ciężko powiedzieć. Okienko dopiero się zaczęło, a już teraz są różne przymiarki. W mediach dało się też słyszeć, że w Górniku „wszyscy są na sprzedaż”. Sądzę więc, że jeśli do klubu wpłynie dobra oferta, to nikt nie będzie mi robić przeszkód, żebym odszedł. Z drugiej strony czuję się w Górniku dobrze, więc jeśli miałbym opuszczać ten klub, to tylko przenosząc się do znacznie silniejszego – takiego, w którym naprawdę można się rozwijać.

 

Rozmawiał Piotr Gajewski

 

Komentarze

  1. kibic 2011-01-07 16:02:08 (***.***.***.***.lasnet.pl) #288 0:0 zgłoś

    slaby jestes na reprezentacje pozdro drewniaku

  2. kolunio 2011-01-04 19:59:21 #230 0:0 zgłoś

    sodóweczka że hoho

Dodaj swój komentarz

                     
#    #   ##   #    # 
 #  #   #  #  #    # 
  ##   #    # #    # 
  ##   ###### #    # 
 #  #  #    #  #  #  
#    # #    #   ##