forBet promocja

Rozmowa - Inne

A. Dawidziuk: Wpajam trzy reguły

2010-12-28 00:54:34 -

fot. P. Skraba / andrzejdawidziuk.ovh.org

fot. P. Skraba / andrzejdawidziuk.ovh.org

Andrzej Dawidziuk od 10 lat współpracuje z reprezentacjami Polski różnych roczników. Trenowaniem bramkarzy zajął się po kontuzji, której doznał zaledwie w wieku 27 lat.

 

Przez lata województwo warmińsko-mazurskie dochowało się grona znakomitych bramkarzy. W przeszłości na najwyższym szczeblu mieli okazję zagrać m.in. Jarosław Bako, Marek Szczech, Wojciech Tomasiewicz. Obecnie podstawowymi zawodnikami w Ekstraklasie są Norbert Witkowski czy Zbigniew Małkowski a Filip Kurto i Rafał Gikiewicz są na dobrej drodze, by w niedługim czasie przebić się do krajowej czołówki. Nie zapominajmy także o zagranicznych wojażach Bartosza Białkowskiego. Ze środowiskiem golkiperów mocno związany jest pochodzący z naszego regionu Andrzej Dawidziuk. Co prawda nie odnosił on znaczących sukcesów jako zawodnik, ale jako trener wychował już niejedno pokolenie bramkarzy. Od 2000 roku współpracuje bowiem z reprezentacją Polski w różnych kategoriach wiekowych. Od 2006 do 2009 roku współpracował także z ówczesnym selekcjonerem kadry seniorów - Leo Beenhakkerem.

- Fani piłki nożnej kojarzą pana głównie z Wielkopolską. Co do końca nie jest prawdą...

- Urodziłem się w Mrągowie, przez trzy lata mieszkałem w Olsztynie a następnie na Pojezierzu Iławskim. Pierwsze kroki piłkarskie stawiałem natomiast w Orkanie Zalewo. Tam zostałem zauważony przez trenerów Legii Warszawa i po skończeniu szkoły podstawowej przeniosłem się do stolicy. W wieku juniora trafiłem do zespołu, który prowadził legendarny Lucjan Brychczy. W jednej drużynie trenowaliśmy i dorastaliśmy razem m.in. z Olafem Lubaszenko, później znakomitym aktorem. Jak na bramkarza nie mogłem pochwalić się dobrymi warunkami fizycznymi i dlatego przyszło mi grać w niższych ligach. Nie to jednak przerwało moją karierę czynnego zawodnika, trwającą zaledwie do 27-ego roku życia. Podczas meczu Łady Biłgoraj [tam występował Dawidziuk - red.] ze Stalą Rzeszów doznałem urazu i musiałem dokonać wyboru. Wiedziałem, że wielkim bramkarzem już nie zostanę, ale chciałem zostać przy piłce, która była i nadal jest moją pasją.

- Czyli trenerką zajął się pan trochę z przypadku?

- Niczego nie żałuję a uraz przyśpieszył tylko moją decyzję. Żyję z tego i co najważniejsze sprawia mi to wiele przyjemności. Rozpoczynałem od szkolenia młodzieży w Ładzie, swego czasu wspólnie z kolegą prowadziłem także zespół z Zalewa w czwartej lidze oraz grupy młodzieżowe. W kolejnych latach trafiłem do Szamotuł, a stamtąd droga do reprezentacji grup młodzieżowych nie była już długa. Od tego czasu wszystko zaczęło się na dobre. Kiedy moi znajomi nadal kontynuowali karierę ja zbierałem doświadczenie jako szkoleniowiec. Nieraz bywało, że w szkole trenerów prowadząc wykłady spotykałem swoich byłych partnerów z boiska. Także z Olsztyna czy Iławy.

- A często zagląda pan w rodzinne strony?

- Na każdym kroku podkreślam, że pochodzę z pięknego regionu jakim jest województwo warmińsko-mazurskie. Los jednak chciał, że od wielu lat mieszkam w zupełnie innym miejscu. Nie mam za dużo wolnego czasu, ale zdarza mi się wpadać w rodzinne strony. Przy okazji, za państwa pośrednictwem chciałbym pozdrowić wszystkich fanów tej dyscypliny sportu na Warmii i Mazurach. I złożyć życzenia pomyślności na Nowy Rok.

- Nie brakuje u nas zdolnych bramkarzy. Jarosław Bako, Marek Szczech, Zbigniew Małkowski czy Bartosz Białkowski to tylko ci najbardziej rozpoznawalni w całej Polsce...

- Nie zapominajmy jeszcze o Wojciechu Tomasiewiczu, który występował w Pogoni Szczecin [wywodzi się z Ostródy - red]. Rzeczywiście niektórym chłopakom udało się przebić do najwyższych lig. Jednak to województwo nie jest odosobnionym przypadkiem. W naszym kraju mamy przecież bogate tradycje jeśli chodzi o zawodników grających na pozycji bramkarza. Zdecydowanie tak wolę nazywać tych graczy. W całej Europie to właśnie oni są najbardziej cenionymi zawodnikami. Jeszcze za wcześnie mówić o polskiej szkole bramkarzy, jednak uważam, że jesteśmy na dobrej drodze, by tego typu stwierdzenia stały się niezaprzeczalnym faktem. Mamy naprawdę uzdolnioną młodzież, garnącą się do treningów.

- W niedługim czasie wiele pożytku możemy mieć także z 18-letniego Tomasza Ptaka, wychowanka Zatoki Braniewo a obecnie reprezentanta Polski grup młodzieżowych...

- Do Szamotuł trafił ponad dwa lata temu i szybko zaczął robić postępy. Zaczynał od występów w juniorach a obecnie wchodzi do seniorskiej piłki. Na co dzień trenuje w Szamotułach, ale w ligowych meczach reprezentuje Górnika Konin. Tomek podąża tą samą drogą, którą w przeszłości przeszli Łukasz Fabiański, Radosław Cierzniak czy Łukasz Załuska [dwaj ostatni mieli okazję grać w olsztyńskim Stomilu - red.]. Proszę zobaczyć jak potoczyła się kariera wszystkich wymienionych osób. Zresztą Ptak niedawno spędził tydzień w FC Liverpool na pewnego rodzaju stażu motywacyjnym. Z jednej strony miał okazję trenować u boku najlepszych bramkarzy a z drugiej zorientować się ile musi pracować, by osiągnąć takie umiejętności. Co wynika z tych wyjazdów? W przeszłości Łukasz Fabiański przebywał w Arsenalu na podobnym stażu a później w angielskim klubie znalazł przecież zatrudnienie. Jeśli Ptak będzie się rozwijał jak do tej pory nie obawiam się o jego przyszłość.

- Którzy zawodnicy z Warmii i Mazur powinni osiągnąć zdecydowanie więcej niż osiągnęli?

- Niestety w pewnym momencie wielu zdolnych zawodników poszło zupełnie inną drogą. Bardzo ważne jest przygotowanie mentalne. A co za tym idzie zadanie sobie pytania co chcę w życiu osiągnąć”. Wydawało mi się, że więcej osiągnie Krzysztof Hyz, który grał w Olimpii Elbląg [obecnie broni barw IV-ligowej Olimpii 2004 Elbląg - red.]. Doskonale pamiętam jego występy w reprezentacji do lat 15. Swego czasu wcale nie był gorszy od swoich rówieśników z rocznika 1982 - Pawła Kapsy [Lechia Gdańsk - red.] czy Łukasza Załuski [Celtic Glasgow - red.]. W czasach kiedy grałem w piłkę niezłymi predyspozycjami dysponował bodajże Mariusz Sienkiewicz z Warfamy Dobre Miasto. Nie rozwinęli jednak swego talentu, ponieważ złożyło się na to kilka składowych.

- A może pan zdradzić jakich?

- Swoim wychowankom przez lata wpajałem trzy reguły, których sam przestrzegam. Przede wszystkim nie chwalić się swoim talentem. Nie cieszyć się nim, bo to nie jest powód do dumy. Uważam, że talent do czegoś zobowiązuje. Mam tutaj na myśli więcej włożonego wysiłku na treningach. Ważnymi elementami są ponadto ambicja i dyscyplina. Bez tego też nie ma mowy o końcowym sukcesie. Wszystkie wymienione przeze mnie czynniki mogą zależeć od nas samych, ale występują też takie, na które za bardzo nie mamy wpływu. Chodzi o odrobinę szczęścia, bo trzeba trafić na właściwy moment, dzięki któremu zaczniemy piąć się w górę.

 

Rozmawiał Sebastian Woźniak

 

Komentarze

Artykuł nie został jeszcze skomentowany - możesz być pierwszą osobą!

Dodaj swój komentarz

                     
#    #   ##   #    # 
#    #  #  #  ##  ## 
#    # #    # # ## # 
#    # ###### #    # 
 #  #  #    # #    # 
  ##   #    # #    #