Reportaż - II liga

"Nasz Anton", czyli historia idola elbląskiej publiczności

2017-09-08 19:46:58 Olimpia Elbląg, Anton Kołosow

Anton Kołosow. Fot. Michał Radzicz

Anton Kołosow. Fot. Michał Radzicz

Anton Kołosow to idol elbląskiej publiczności. W swoim rekordowym sezonie strzelił 27 goli dla Olimpii. Do elbląskiego klubu trafił zimą 2008 roku i cały czas strzela gole dla Olimpii.

"Nasz Anton" - Historia Antona Kołosowa, który trwale wpisał się w dzieje Olimpii Elbląg.

Na dworze było gorąco. W budce spikerskiej tłoczyli się przedstawiciele mediów, nerwowo spoglądających na boisko. Coś wisiało w powietrzu. Piłkarze Olimpii Elbląg i Motoru Lublin. Dwie drużyny i jeden cel, czyli awans do II ligi. W przypadku porażki - perspektywa trzecioligowej kopaniny na peryferiach poważnego futbolu.

W kluczowym momencie spotkania było 1:1, a rezultat remisowy odpowiadał gospodarzom. Jednak każda bramka dla gości oznaczała dla nich duże kłopoty. Przyjezdni zatem atakują, nie mają nic do stracenia. Nagle zwrot akcji. Podanie na połowę gości. Wydawało się, że obrońca przejmie tę piłkę. Jego przewaga nad zawodnikiem miejscowych wynosiła kilka metrów. Anton Kołosow jednak prześcignął obrońcę i ze skrzydła trafił na 2:1, posyłając tę futbolówkę w długi róg bramki. Wszyscy rezerwowi Olimpii ruszyli przez boisko aby uściskać swojego bohatera. Oni już wiedzieli, że jest po herbacie. Gospodarze znów na szczeblu centralnym. Cóż za symbolika. Sukces przypieczętował akurat ten zawodnik, który związał się szczególną więzią z elbląskim klubem.

* * *

Szukamy idoli, czyli tych, którzy na swoich ramionach udźwigną ciężar odpowiedzialności. Wyznaczą kierunek, poprowadzą w dobrą stronę. Najlepiej takich, którzy krzykną, wyjdą przed tłum, powiedzą to, co inni mają tylko w myślach. Czy w związku z tym można nazwać liderem kogoś, kto jednocześnie nie posiada tych cech przywódczych? Ano można. Dziwne, ale prawdziwe.

* * *

Anton zaczął w Olimpii najlepiej jak mógł, dzięki… kontuzji.

Okres przygotowawczy przed rundą rewanżową sezonu 2007/2008. Klub pod wodzą trenera Tomasza Wichniarka walczy o utrzymanie w II lidze. Po pierwszej rundzie sytuacja była trudna. W gabinetach PZPN wymyślono reorganizację rozgrywek, co w efekcie oznaczało spadek większości klubów. Testy. Okres, w którym przyjeżdżają poważni piłkarze, ale i typowe anonimy. Szkoleniowiec przyglądał się kandydatom. Galibarczyk, Remiszewski, obrońca Andrzej Treszczotko i ukraiński zawodnik Anton Kołosow. Te nazwiska na nikim nie robiły wrażenia. W związku z tym trener chciał ich sprawdzić. Ci zawodnicy dostali swoje szanse podczas turnieju im. Adama Dydzińskiego w Kętrzynie. Rywalami elbląskiego klubu były Lechia Gdańsk, walcząca o awans do ekstraklasy oraz Granica Kętrzyn.

- Przede wszystkich bardzo dobrze wyglądał pod względem motorycznym. Anton był szybki, wytrzymały i silny oraz, co było ważne, to dobrze, jak na nasze oczekiwania, wyszkolony technicznie. Ważne, że było widać w nim wojownika, który musi wygrywać i z determinacją dąży do celu. Bo jak powiedział Wenger napastnik musi uwielbiać zwyciężać, a obrońca nienawidzić przegrywać – mówi trener Tomasz Wichniarek, obecny szef skautingu Lecha Poznań.

Na sztucznej murawie kętrzyńskiego MOSiR-u Olimpia rywalizowała najpierw z gospodarzem imprezy. Wygrała jedną bramką. Potyczka z Lechią była trudniejsza.

- Lechiści do meczu z Olimpią wyszli w najmocniejszym składzie, ale trzeba przyznać, że mimo to pierwsze 45 minut było wyrównanym pojedynkiem, nawet ze wskazaniem na Olimpię. W tej części meczu więcej z gry mieli co prawda gdańszczanie, ale gola zdobył zespół z Elbląga. W 35. min. prawą stroną popędził Wróblewski, zacentrował w pole karne, tam niezbyt fortunnie interweniowali obrońcy Lechii, piłka trafiła do zamykającego akcję Ukraińca Antona Kolosova, a ten mocnym strzałem z woleja pod poprzeczkę nie dał szans Pawłowi Kapsie – opisywał portEl.pl.

I tak Anton przywitał się z Olimpią pierwszym strzelonym golem.

Elbląska drużyna przegrała 1:2 i zajęła drugie miejsce w turnieju. Na trenerze największe wrażenie zrobili doświadczony Treszczotko i rzecz jasna Kołosow. Występował w kolejnych sparingach. Spodobał się na tyle, że 14 marca podpisano kontrakty z nim oraz Pawłem Nowackim z Polonii Warszawa. Kadra była skompletowana.

Olimpia w pierwszym spotkaniu w lidze miała zmierzyć się z Drwęcą Nowe Miasto Lubawskie, ale rywal… wycofał się z rozgrywek. W związku z tym klub zagrał na wyjeździe w sparingu z Rodłem Kwidzyn. To spotkanie nie było udane dla Antona, który podczas rywalizacji złamał kość śródręcza. Przez kilka tygodni miał pauzować.

Pierwsza poważna szansa za granicą i od razu klops. Walka o pierwszy skład mogłaby ustalić hierarchię w drużynie i przesunąć Antona na dalszy plan. To nie była łatwa sprawa.

Jednak dzięki kontuzji wokół Antona wytworzyła się pozytywna aura. Klub jeszcze bardziej wspierał swojego zawodnika, który w tamtym momencie potrzebował ważnej rzeczy, w postaci nowej wizy. - W szpitalu kontuzjowanego zawodnika odwiedził prezes sekcji Maciej Romanowski, który osobiście chciał przekonać się o stanie zawodnika oraz zapewnić go o wszelkiej pomocy ze strony klubu – czytamy na portEl.pl. Kołosow zatem otrzymał potrzebne dokumenty i mógł skupić się na rekonwalescencji. W mediach zakładano, że ukraiński zawodnik będzie gotowy dopiero na ważne spotkanie z… OKS 1945 Olsztyn.

Akurat z największym rywalem.

* * *

W sporcie kibice podziwiają wybitne jednostki. One kolorują nasz szary świat. Anton go maluje. Na żółto i niebiesko. W efektowny sposób pierwszy raz wziął farby do ręki.

* * *

Anton wyleczył kontuzję. W trakcie sezonu musiał przekonać trenera, że jest przydatny. I to przed trudnym spotkaniem z Olsztynem. Wydawało się wówczas, że przed takim starciem nie było mowy o kombinacjach w składzie. Tymczasem szkoleniowiec wystawił Antona od pierwszej minuty. Na betonowych trybunach elbląskiego stadionu, pamiętających jeszcze czasy Wojciecha Łazarka, rekordowa liczna kibiców. W tamtej scenerii można było dostrzec sylwetkę osoby, która debiutowała w barwach elbląskiego zespołu. Anton bramki nie strzelił, ale już potrafił zyskać sympatię fanów, mając udział w akcji, w której obrońca gości wpakował sobie piłkę do bramki.

Czy można lepiej zacząć w nowym kraju, w nowym klubie, po niedawnej kontuzji? Chyba nie można. W taki sposób rodzą się legendy. - Anton wprawdzie był raczej małomówny i wyciszony, ale grupa szybko go zaakceptowała i uważam, że nie miał problemów z aklimatyzacją. Dość szybko zaczął rozumieć wszystko po polsku i coraz więcej starał się też mówić. Jak to bywa jeżeli ktoś jest w czymś dobry to jest szanowany przez grupę i nie ma przeważnie problemów z akceptacją - wyjaśnia trener Wichniarek.

* * *

Czy to trzecia, czy druga czy pierwsza liga – to nie miało znaczenia. Antek strzelał wszędzie. Po awansie Olimpii do drugiej ligi zagrał normalną dla napastnika rundę. Potrafił kilka razy trafić między słupki. W drużynie znalazł się wtedy Łukasz Pietroń, który spotkał Antona po raz pierwszy.

- Antona znam bardzo, bardzo długo. Od początku złapaliśmy dobry kontakt. Bardzo dobry i życzliwy kolega. Mówisz Anton – myślisz spokój! Oaza spokoju, zarówno poza boiskiem jak i na boisku. Człowiek, który mało się odzywa. Gdy jednak coś powie, to są konkrety. Cenię u niego przede wszystkim szczerość. W każdej sytuacji jak zagrał słabo albo ktoś inny, to zawsze o tym móił, nie uciekał od odpowiedzialności. Anton to zdecydowanie najlepszy napastnik z jakim byłem w Elblągu. Cichy lider tego zespołu – mówi Łukasz Pietroń.

A potem Anton złapał kontuzję. Przeszedł operację usunięcia części łękotki. W tamtym czasie istniała obawa, że zawodnik może pauzować przez znaczną część rundy wiosennej.

* * *

Anton musiał pauzować aż do sierpnia 2010 roku.

W spotkaniu ze Zniczem Pruszków wszedł w 86 minucie zmieniając Dariusza Kudybę. Ruszył od razu na rywala, dając sygnał, że jest w dobrej formie. Mógł pokazać pełnię umiejętności, dzięki wsparciu trenera Tomasza Arteniuka. Szkoleniowiec osobiście wstawił się za nim i zmusił (!) prezesa aby Anton pozostał w kadrze.

- Pomimo zerwania więzadeł krzyżowych i świadomości jak długo Anton będzie wracał do zdrowia zmusiłem poprzedni zarząd do pozostawienia Antka w nowobudowanej przeze mnie drużynie. Niestety, na samą operacje zawodnik czekał blisko trzy miesiące, potem była katorżnicza praca z naszą masażystką Alicją i dopiero późną jesienią mogłem myśleć o powolnym wprowadzaniu zawodnika do gry. Na domiar złego w lutym Antek miał poważne stłuczenie stopy, co wykluczyło go z zajęć na ponad dwa tygodnie. Od trzech tygodni, odpukać, zawodnik pracuje normalnie i jestem przekonany, że będzie, podobnie jak pozostali, ważnym ogniwem mojej drużyny. Oczywiście przy założeniu, że podobnie jak pozostali, będzie musiał, poprzez postawę na treningach, zasłużyć na wejście do podstawowej jedenastki – mówił wówczas trener Arteniuk w portEl.pl.

W tamtym czasie w klubie treningi z pierwszym zespołem zaczynał wychowanek Michał Ressel.

- Pierwszy kontakt oko w oko zaliczyliśmy w roku 2010, bo od tego czasu gościnnie uczestniczyłem w treningach grupy seniorów prowadzonej przez trenera Arteniuka. W głowie utkwiła mi jedna historia. Anton miał kontuzję a mimo wszystko starał się wykonywać ćwiczenia i pracować samemu, żeby nie stracić formy fizycznej. To mi, jako młodemu chłopakowi bardzo imponowało - mówi Ressel. - Antek był raczej cichym chłopakiem, skromnym i spokojnym. Zresztą mówi się, że ciężka praca lubi "ciszę". Z biegiem czasu, zwłaszcza gdy w drużynie pojawili się inni obcokrajowcy, rozmawialiśmy jeszcze więcej, oczywiście w języku polskim, który zresztą Antek uważam opanował znakomicie. Wtedy też dźwigał nasz zespół, strzelał ważne bramki i na nim opierała się nasza gra. Zyskał mój szacunek. Dziś mogę powiedzieć, że dzielenie szatni z Antonem to swego rodzaju zaszczyt. Śmiejemy się w szatni, że Antoś to żywa legenda klubu.

- Jego dorobek w Olimpii uważam za imponujący, godny uwagi. Po tylu latach znajomości mogę spokojnie stwierdzić, że możemy liczyć na swoją wzajemną pomoc w codziennym życiu. Antonowi gratuluje strzelenia stu goli w moim klubie i życzę jeszcze wielu sukcesów, obyśmy święcili je razem – mówi Michał Ressel, który od lat występuje tylko w elbląskim klubie.

W marszu na zaplecze ekstraklasy, napastnik w kilku spotkaniach pomógł zdobywać punkty. Przypomniał się kibicom strzelając Olsztynowi w 90 minucie bramkę dającą remis. W sumie dostawił cegiełkę do wywalczenia promocji. A potem mu podziękowano...

* * *

Olimpia 2004 Elbląg była pomysłem ks. Pawła Guminiaka. Klub występował w III lidze. W związku z tym, że w Olimpii uznali Antona za zbyt słabego jak na pierwszą ligę, imienniczka wypożyczyła tego zawodnika. Rzeczywistość zweryfikowała opinię pierwszoligowego klubu. Olimpia nie miała kim straszyć rywali a tymczasem w debiucie przy ul. Moniuszki ten napastnik dał zwycięstwo gospodarzom. Anton strzelał po trzy gole a Olimpia okupowała strefę spadkową rozgrywek. Gdy zaczęto w pośpiechu zmieniać kadrę Olimpii, pozyskując kilkunastu nowych zawodników, klub ściągnął z wypożyczenia w pełni dyspozycyjnego Antona. W pierwszym spotkaniu w rundzie rewanżowej Ukrainiec od razu zdobył bramkę! Przeskok o dwie klasy rozgrywkowe nie wydawał się dla niego problemem.

* * *

Anton po spadku Olimpii nadal w niej grał. Sezon minął, druga liga była znów reorganizowana a słaba pozycja klubu wpłynęła na decyzję o fuzji z Olimpią 2004 Elbląg. Prezesem został Paweł Guminiak a trenerem Adam Boros, człowiek który zna się na swoim fachu. Dla ukraińskiego zawodnika były to lepsze czasy. W efekcie tej współpracy, Anton zdobywał mnóstwo goli w trzeciej i drugiej lidze. Tylko przez kontuzję miał przerwę w strzelaniu bramek. W sezonie 2015/2016 strzelił ich najwięcej w karierze, stemplując promocję Olimpii w barażach.

* * *

Ten sympatyczny człowiek jest jak wino. Sezon za sezonem robi to, co trzeba. Po prostu strzela bramki. W tym klubie zdobył ich okrągłą setkę. To swoisty fizyczny, mentalny i sportowy fenomen. Przy tym pozostaje skromnym, naszym Antonem. A to sprawia, że dla fanów jest główną postacią.

Najważniejsze liczby Antona Kołosowa w elbląskim klubie:

  • 27 – liczba goli w rekordowym dla Antona sezonie.
  • 49 – liczba klubów, którym Anton strzelał bramki. M.in. GKS Bełchatów, Polonia Warszawa, OKS 1945 Olsztyn, Warta Poznań, Legionovia, Garbarnia, Stal Rzeszów czy Arka Gdynia.
  • 6 – liczba goli, które Anton strzelił ulubionemu rywalowi, czyli MKS Korsze.
  • 5 – liczba bramek, które Anton strzelił w rekordowym spotkaniu z Ewingami Zalewo, oraz liczba goli zdobytych w derbach z Concordią Elbląg.

Michał Libuda

Komentarze

  1. kolo 2017-09-10 20:54:03 (***.***.***.***) #65615 0:0 zgłoś

    aż dziwne, że żaden klub go nie zaangażował w wyższej lidze.

  2. Von Meisterblaum 2017-09-09 20:17:36 (***.***.***.***) #65590 0:0 zgłoś

    Mówisz Olimpia i myślisz Kołosow

  3. kibol Stomilu 2017-09-09 10:23:41 (***.***.***.***) #65582 0:0 zgłoś

    Ewenement w obecnych czasach. Zawodnicy przychodzą, pograją sezon dwa i juz chca szukac nowego klubu. Brawa dla Kolosowa

  4. KIBIC 2017-09-08 22:17:10 (***.***.***.***) #65579 0:0 zgłoś

    LICZBA BRAMEK PONAD STO LICZBA WYSTEPÓW W OLIMPII PONAD 200 W OLIMPII 10 LAT SZACUN ANTON DLA CIEBIE CO DLA OLIMPII I DLA NAS KIBICÓW ROBISZ STRZELAJ TE BRAMKI NA ZAWOŁANIE

  5. Zygmunt 2017-09-08 20:44:54 (***.***.***.***) #65575 0:0 zgłoś

    Chłopak ma nosa do piłki

Dodaj swój komentarz

                     
###### ###### #####  
#      #      #    # 
#####  #####  #    # 
#      #      #####  
#      #      #      
#      ###### #