Rozmowa - Nasi za granicą - I liga

D. Szymonowicz: Jeszcze niedawno chciałem stopować z piłką

2016-01-18 00:01:31 Dawid Szymonowicz, Stomil Olsztyn, Jagiellonia Białystok, Adam Łopatko

Dawid Szymonowicz. Fot. Emil Marecki

Dawid Szymonowicz. Fot. Emil Marecki

- Moim zdaniem potencjał 95’ rocznika w Stomilu został wykorzystany tylko w niewielkim procencie. Ten potencjał był moim zdaniem ogromny, a to, co zostało osiągnięte na razie, czyli jeden transfer Szymonowicza, to zdecydowanie za mało – mówi Dawid Szymonowicz. Bohater transferu do Jagiellonii Białystok opowiada m.in. o kulisach swojej decyzji, największym zakręcie w swojej dotychczasowej karierze i o tym, jak z perspektywy zawodnika wygląda niepewna sytuacja I-ligowego Stomilu.

- Nie czujesz się trochę jak „dobrze sprzedany towar”?

- Powiem Ci, że tak o tym nie myślę. Cieszę się po prostu z tego, że udało mi się odejść ze Stomilu w odpowiednim momencie. Wydaje mi się, że potrzebowałem już tego kroku. Cieszę się, że udało mi się rozstać z klubem w cywilizowany sposób. Klub zarobił na mnie niezłe pieniądze, a mój kontakt z prezesami pozostał dobry. Myślę, że klub zachował się fair wobec mnie, a ja fair wobec klubu i każdy wyszedł na tym dobrze.

- Mówisz, że „w końcu udało Ci się odejść”. Od jak dawna, ale tak na poważnie, próbowałeś zmienić klubowe barwy?

- Na odejście nastawiony byłem już pół roku temu. Zaliczyłem słabszą rundę, miałem słabszy okres i uznałem, że warto wykonać jakiś ruch, by spojrzeć na wszystko wokół z innej perspektywy. Liczyłem, że zmiana otoczenia przyniesie mi upragnione korzyści. Latem odejść się jednak nie udało. Wbrew temu, co twierdzą niektórzy, bardzo niewiele do tego brakowało. I niewiele brakowało i zamiast zawodnikiem Jagiellonii byłbym dzisiaj piłkarzem Arminii Bielefeld. Oceniono tam bardzo pozytywnie i negocjacje między klubami trwały do ostatnich godzin transferowego okienka. Zabrakło bardzo niewiele. Poszło o finanse. Nie podłamałem się jednak, tylko powiedziałem sobie, że skoro trener niemieckiego klubu widział mnie w swojej drużyny, to warto popracować jeszcze mocniej i jeszcze dobitniej udowodnić swoją wartość na piłkarskim rynku. Wiedziałem, że jeżeli tak będzie, to temat wróci lub pojawi się coś innego. Czułem, że to kwestia czasu.

- Co według Ciebie było przełomowym czynnikiem w ostatnich miesiącach Twojej piłkarskiej kariery? Po dobrym wejściu, jeszcze za kadencji trenera Adama Łopatki, zaliczyłeś regres i wydawało się, że możesz popaść w przeciętność. Stało się jednak inaczej i nie tylko wróciłeś do dobrej dyspozycji, ale i poczyniłeś ogromny postęp, stając się ważną częścią zespołu. To zasługa trenera Jabłońskiego, starszych kolegów, może jakiejś współpracy z psychologiem?

- Powiem Ci, że w okresie, kiedy miałem słabszą rundę inaczej grał cały zespół. Mnie też grało się przez to trudniej. W ostatnim półroczu Stomil też dość często był w defensywie, ale jednak nasz zespół grał w piłkę. Runda rewanżowa poprzedniego sezonu była takim „dokończeniem” udanej jesieni. Mam wrażenie, że nie tylko mi grało się wtedy trudniej.

- Zastanawiam się też, dlaczego to Tobie z wyjątkowo zdolnego rocznika 95’ odpaliło, jak na razie, najmocniej w seniorskiej piłce. Żwir, Kun, Mroczkowski, Wypniewski czy Dziemidowicz w wieku juniorskim mieli od Ciebie zdecydowanie lepsze notowania, a jednak teraz to oni oglądają Twoje plecy.

- Zadałeś wyjątkowo trudne pytanie, bo na odpowiedź składa się, moim zdaniem, bardzo wiele czynników. Przede wszystkim myślę, że kluczowy jest moment przejścia – z juniorów do seniorów. Chyba nie każdy sobie z tym w odpowiedni sposób poradził. Choć problem jest chyba szerszy, bo według mnie klub mając takich chłopaków w roczniku 95’ uzyskał, jak na razie, bardzo małe profity. Zauważ, że większość wymienionych przez Ciebie zawodników, albo i wszyscy, a do tego jeszcze na przykład Burzyński, to zawodnicy, którzy grali w młodzieżowych reprezentacjach Polski. I to niekoniecznie byli na jednej czy dwóch konsultacjach. Karol Żwir ma przecież ponad 50 meczów w różnych młodzieżowych reprezentacjach! To o czymś świadczy.

- Szanse w pierwszym zespole zaczęliście dostawać dopiero wiosną 2014, gdy drużynę przejął dobrze Wam znany Adam Łopatko.

- Dokładnie. Moim zdaniem potencjał 95’ rocznika w Stomilu został wykorzystany tylko w niewielkim procencie. Ten potencjał był moim zdaniem ogromny, a to, co zostało osiągnięte na razie, czyli jeden transfer Szymonowicza, to moim zdaniem zdecydowanie za mało. Oczywiście, daj Boże, by klub dał radę wycisnąć z tego potencjału coś więcej, ale wydaje mi się, że pewne zaniedbania są już nie do nadrobienia. To stracona szansa przede wszystkim dla klubu.

- Mówi się, że byłeś „synkiem” trenera Łopatki. I… chyba rzeczywiście tak było. Trudno temu zaprzeczyć. Zastanawiałeś się kiedyś, co byłoby, gdyby trener tak mocno w Ciebie nie wierzył?

- Przede wszystkim myślę, że w mojej dotychczasowej przygodzie z piłką jest to kluczowa, jak na razie, osoba. Przyznam Ci się, że był u mnie taki moment, kiedy nie byłem jeszcze zawodnikiem pierwszego zespołu, że nie widziałem dla siebie żadnych perspektyw. Chciałem powolutku stopować z moim zaangażowaniem w piłkę nożną i byłem naprawdę blisko podjęcia nieodwracalnych, tak przypuszczam, decyzji. Do pionu przywrócił mnie wtedy właśnie Adam Łopatko. Pomógł mi rozwiązać kilka problemów, a później… wyszło jak wyszło. Do tego doszło jeszcze to, że to od niego dostałem prawdziwą szansę pokazania się w pierwszym zespole. Mam nadzieję, że jakoś się odwdzięczyłem. Człowiek się nie obejrzał, a rozegrałem w Stomilu prawie 60 spotkań.

- W prywatnych rozmowach trener Łopatko chwali się czasem, że wciąż ogrywa swoich dawnych podopiecznych, w tym m.in. i Ciebie, podczas rekreacyjnych starć w siatkonogę. To prawda czy raczej chodzi o zamierzchłą przeszłość?

- Nie no, trener wymyśla, zdecydowanie (śmiech). Nie wiem, czy kiedykolwiek wygrał ze mną w siatkonogę. Może dlatego, że w większości takich starć gramy ze sobą, po tej samej stronie siatki. Ogrywamy wtedy innych. Ale mnie trener nie ograł chyba nigdy.

- No dobra, a tak jeszcze na poważnie – konsultowałeś z trenerem Łopatką swoją decyzję o transferze do Jagiellonii? Wiem, że nie była to jedyna konkretna oferta, którą otrzymałeś. Było z czego wybierać.

- To prawda. Oczywiście z trenerem również rozmawiałem na temat swojej przyszłości. Posłuchałem, co o tym sądzi i jak on to wszystko widzi. Wiedział dokładnie, skąd mam propozycje i jakie. Wyraził swoje zdanie, doradził, niemniej decyzja należała wyłącznie do mnie. Na szczęście, tak jak wspomniałeś, miałem ten bonus, że oferty, które miałem, to były naprawdę konkretne oferty. Wiedziałem, że czego bym nie wybrał, to ten ruch dojdzie do skutku. Postawiłem na Jagiellonię i wydaje mi się, że to odpowiedni klub do dalszego rozwoju. Ważną postacią jest tu trener Probierz. Miałem z nim kontakt i wiem, że, choćby z obserwacji jego poczynań, że nie boi się stawiać na młodych zawodników czy graczy z niższych lig. Miałem też na przykład ofertę z Górnika Zabrze, ale wiedziałem, że to klub, w którym trudno obecnie grać młodym zawodnikom i trudno tam jakoś zaistnieć. Nie twierdzę, że w Jagiellonii będzie miło łatwo, ale to właśnie podejście do wprowadzania zawodników do zespołu było kluczowym elementem, który miał wpływ na moją decyzję.

- No dobra, ale pchasz się troszeczkę w paszczę lwa. Do rywalizacji o miejsce w środku pola masz doświadczonego Grzyba, Romanczuka, Vassiljewa czy – rewelacyjnego – Góralskiego.

- Powiem Ci, że wychodzę z założenia, że nie ma czego się bać. Gdzie bym nie poszedł, to przecież nikt nie odda mi miejsca w zespole za darmo. W każdej ekipie musiałbym walczyć i wszystko jakoś sobie wyrwać. Wychodzę też z założenia, że skoro klub zainwestował we mnie jakieś pieniądze, to szansę jednak dostanę. A to, czy ją wykorzystam, zależy już tylko ode mnie.

- Powiedz mi, jak wyobrażasz sobie swoją dalszą karierę? Załóżmy, że zaliczasz teraz swój drugi szczebel. Pierwszym był debiut w Stomilu i przebicie się w I-ligowym zespole. Drugim, przyjmijmy, był awans lub transfer do Ekstraklasy. Jaki będzie krok nr 3?

- Na razie nie chciałbym wyznaczać sobie jakichś dalekosiężnych celów. Na pewno chciałbym teraz po prostu zaistnieć w Ekstraklasie…

- …stać się ligowcem pełną gębą?

- Ja ująłbym to inaczej. Chciałbym jak najwięcej i regularnie grać. To dla mnie teraz priorytet. Gdyby okazało się, że po regularnej grze w I lidze miałbym teraz usiąść na ławce w Ekstraklasie i w ogóle się z tej ławki nie podnosić, na pewno nie można byłoby tego kroku uznać za sportowy progres. I dlatego muszę zrobić wszystko, by jak najszybciej zacząć regularnie grać.

- Myślisz, że psychę masz już na tyle silną, by nawet w razie początkowego niepowodzenia umieć się podnieść i walczyć dalej, motywując się do rywalizacji o pierwszy skład za każdym razem od nowa? Wyobraźmy sobie, że nie przebijasz się do składu od razu i zaczynasz grać w III-ligowych rezerwach. Wpadasz do Morąga, Korsz, Kętrzyna… W Stomilu po takim dołku się podniosłeś, ale miałeś wokół siebie życzliwych ludzi. Na Podlasiu będziesz zdany na siebie.

- Myślę, że na pewno taki dołek już by mnie nie zniechęcił. Przenoszę się do Białegostoku z takim nastawianiem, że co by się nie działo, cały czas będę dawać z siebie sto procent. Plusem tych moich skromnych, jak na razie, doświadczeń jest to, że – tak jak wspomniałeś – ja takie przeżycie mam już za sobą. To nie byłoby dla mnie takie „bum” – jak zderzenie ze ścianą, tylko sytuacja, w której potrafiłbym się odnaleźć i wiedziałbym, co robić, by jakoś z niej wybrnąć. Na pewno nie byłoby już załamki i chęci wycofania. Już wiem, jak przetrwać taki okres i wiem, że trzeba być przede wszystkim cierpliwym. Sama cierpliwość to oczywiście za mało. Trzeba ciężko trenować, pracować i robić swoje, pracując dla siebie. Prędzej czy później życie i tak cię zweryfikuje. Ja już wiem, że to, co dajesz z siebie, później jakoś do ciebie wraca.

- Powiem Ci, że byłaby to ładna puenta naszej rozmowy, ale chciałem Cię jeszcze podpytać o Stomil. Kibice przyglądają się obecnej sytuacji klubu z boku, a Ty, jeszcze do niedawna byłeś jednym z aktorów tego niejasnego spektaklu. Jak wyglądało to wszystko z Twojej perspektywy? Widzisz dla byłych kolegów nadzieję na lepsze, a przede wszystkim, bardziej stabilne jutro?

- Dla mnie, jako zawodnika Stomilu, ta sytuacja była beznadziejna. Moim zdaniem wokół klubu brakuje odpowiedniej atmosfery i zwykłej ludzkiej chęci. Nie mówię tu o prezesach, którym nie można odmówić zaangażowania, ale o ludziach wokół, którym zależy na tym, aby piłka w Olsztynie funkcjonowała na określonym poziomie. Może zostanie to źle odebrane i zabrzmi nienajlepiej, ale w Białymstoku już po jednej wizycie na meczu widać kolosalne różnice. Wiem, że obecnie jest to różnica klasy, a więc spory sportowy przeskok. Miasta są jednak podobnej wielkości, tradycje w Olsztynie są również niemałe, a jednak to, że odbywa się mecz, czuć w mieście zupełnie inaczej. W Białymstoku mecz Jagiellonii jest po prostu świętem. Z każdej strony czuć życzliwość wobec klubu i dzień meczowy jest czymś wielkim.

- A pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno to Stomil wybierał sobie, którego zawodnika z Jagiellonii warto ściągnąć do Ekstraklasy…

- No właśnie! Od tamtego czasu wiele się jednak zmieniło. I chyba nie chodzi tylko o infrastrukturę czy środki łożone na klub, ale przede wszystkim właśnie podejście. Ta otoczka jest tam zupełnie inna. I właśnie tu jest moim zdaniem największa przepaść. Nie chodzi tylko o przepaść sportową.

Wydaje mi się, że Mariusz Borkowski i Rafał Szwed to odpowiednie osoby do rozwijania olsztyńskiego futbolu. Niemniej jednak ten cały natłok problemów, z którymi muszą się mierzyć może doprowadzić do realizacji różnych scenariuszy… Jako piłkarz nie wiedziałem i nadal nie wiem o wszystkim, ale mogę tylko potwierdzić, że sytuacja klubu wyglądała źle. Bardzo źle. Ludzie mają żony, dzieci, kredyty hipoteczne i inne zobowiązania, a nie są pewni swojego jutra. Tu już nie chodzi o to, że są zaległości, ale właśnie o tę niepewność. Oczywiście ja sam niewiele mogę na ten temat powiedzieć. Nie mam ani żony, ani dzieci, a w Dobrym Mieście mieszkałem jeszcze z rodzicami. Widziałem jednak, jak sytuacja klubu nie daje spokoju starszym chłopakom, dla których piłka była i jest nie tylko pasją, ale i pracą. Szczerze mówiąc, nie wiem, co będzie dalej.

- A myślisz, że będzie Ci jeszcze dane wrócić do Olsztyna jako piłkarz?

- W życiu nie wszystko da się tak precyzyjnie zaplanować. Wiele, jak to się mawia, weryfikuje życie, a to, o co pytasz, to chyba zbyt odległa, przynajmniej jak na razie, przyszłość, żebym mógł próbować cokolwiek wywróżyć.

- Dobra, to jeszcze pytanie o piłkarskiego idola. Masz kogoś takiego, na kim się mocno wzorujesz?

- Tak. W ostatnich miesiącach, czy nawet latach, takim moim piłkarskim idolem jest Grzegorz Krychowiak. Bardzo podoba mi się jak gra i to, jaki zrobił w ostatnim czasie postęp.

- I, na sam koniec, dwa pytania na deser. Zdradzisz, skąd Twoja ksywa „Dżemik”?

- A mogę poza „oficjalną” częścią wywiad (śmiech)?

- Niech Ci będzie… Ale na ostatnie pytanie musisz już odpowiedzieć. Jedna z Twoich fanek poprosiła nas, żeby spytać, ile czasu poświęcasz codziennie na… ułożenie grzywki.

- No weź… Nie wierzę, że o to pytasz (śmiech)! Ale niech będzie… Okej, lubię porządnie wyglądać, ale nie jest to dla mnie na tyle ważna sprawa, by godzinami ślęczeć przed lustrem. Niektóre mity o piłkarzach są chyba zdecydowanie przesadzone (śmiech).

Rozmawiał Piotr Gajewski

Pozyczkaportal.pl - porównywarka pożyczek i kredytów online

Komentarze

  1. SIEMEK 2016-01-26 19:00:19 (***.***.***.***) #55937 0:0 zgłoś

    DO WTF - pod górkę w szkole to chyba ty miałeś. Białystok jest większy od Olsztyna ale na pewno nie dwa razy. Olsztyn ma około 180 tys. mieszkańców, a Białystok około 280 tys.

  2. jaaa 2016-01-18 10:40:40 (ip-***-***-***-***.free.aero***.net.pl) #55856 0:0 zgłoś

    Szkoda go, ale tak bylo dla wszystkich lepiej. Chłopak jest rozsądny, powodzenia dalej.

  3. krzyżak 2016-01-18 08:31:09 (aalm***.neoplus.adsl.tpnet.pl) #55854 0:0 zgłoś

    Zamiast merytorycznego wpisu to już pierwszy wpis zawiera gorycz i zawiść. I właśnie o takich ludziach jak WTF mówi Szymonowicz w tym wywiadzie.

  4. OL 2016-01-18 08:29:10 (***-***-***-***.tktelekom.pl) #55853 0:0 zgłoś

    Powodzenia, nie oglądaj się na zazdrośników i tylko w swoje wierz. Wszystko zależy od Ciebie.

  5. Fanatyk_OKS 2016-01-18 07:44:10 (public-gprs***.centertel.pl) #55852 0:0 zgłoś

    WTF sam jesteś 2 razy większy od glupoty

  6. do WTF 2016-01-18 07:32:30 (hex***.internetdsl.tpnet.pl) #55851 0:0 zgłoś

    Komentarz na poziomie gimnazjalisty . Jeżeli chodzi o "Dżemika" trzeba pytać pewnego Andrzeja.

  7. WTF 2016-01-18 06:58:18 (***.olsztyn.vectranet.pl) #55850 0:0 zgłoś

    Białystok synku jest 2 x większy od Olsztyna "powiem ci". Widać, że do szkoły pod górę było i dużo czasu przed lustrem spędziłeś.

Dodaj swój komentarz

                
#####  #  ####  
#    # # #      
#    # #  ####  
#    # #      # 
#    # # #    # 
#####  #  ####