Rozmowa - II liga - III liga

W. Tarnowski: Z Jeziorakiem w sercu

2010-12-20 11:55:36 Jeziorak Iława

W. Tarnowski: Z Jeziorakiem w sercu

Wieść o jego rozstaniu z Jeziorakiem gruchnęła niespodziewanie. Jeszcze większym zaskoczeniem było podjęcie pracy w III-ligowym Starcie Działdowo. - Nie jest to awans sportowy, ale gdzieś trzeba się jednak realizować – mówi trener Wojciech Tarnowski w szczerej rozmowie z dwadozera.pl.

- Zacznę od przyjemnej informacji. Otóż, nominowaliśmy Pana w naszym Plebiscycie jako kandydata na Trenera Roku. Pana zdaniem to też był udany rok Wojciecha Tarnowskiego?

- Nie ukrywam, że zawsze mogłoby być lepiej. Zarówno w rundzie rewanżowej ubiegłego sezonu, jak i jesienią można się było pokusić o więcej punktów. Wiosną przez moment byliśmy przecież nawet blisko ścisłego czuba tabeli. Potem przyszła jednak seria meczów, w których niespecjalnie nam szło i czołówka odjechała. Dograliśmy sezon do końca, plasując się na ósmym miejscu. To bezpieczna lokata, ale pozostawiła pewien niedosyt. Można było więcej wycisnąć.

Jeżeli chodzi o tę rundę, to na pewno trzeba ją rozpatrywać w kilku aspektach. Pod względem sportowym mogę powiedzieć, że przegraliśmy trochę za dużo spotkań. Kilku meczów, w których ponieśliśmy porażki na pewno nie musieliśmy przegrać. Gdybyśmy chociaż dwa z tych przegranych siedmiu meczów rozstrzygnęli na swoją korzyść, to na pewno kończylibyśmy rundę w zupełnie innych nastrojach. Biorąc pod uwagę nasze perypetie natury finansowej, uważam jednak, że i tak zdobyliśmy sporo punktów. Spotkałem się z grupą fajnych chłopaków, którzy - nie zważając na przeciwności losu - potrafili podołać trudnym zadaniom.

- No właśnie. I nie żal tych „fajnych chłopaków” zostawiać?

- Na pewno żal. Człowiek zostawił mnóstwo zdrowia, serca… Takie jest jednak życie, taki los trenera. Nie jest już tajemnicą, że żegnając się z Jeziorakiem wybrałem ofertę Startu Działdowo. I zapewniam, że wcale nie będzie tak fajnie – dojeżdżać 70 km do pracy, szczególnie w taką pogodę. Wolałbym pracować w miejscu zamieszkania, ale cóż… Przyjąłem tę ofertę Startu, nikt mi pistoletu do głowy nie przystawiał i od stycznia będę pracować w Działdowie.

- Długo się Pan zastanawiał nad decyzją o odejściu z Iławy?

- To nie była kwestia kilku godzin, ale raczej kilku tygodni.

- Kiedy zaczął Pan do tej decyzji „dojrzewać”?

- Ach… Na pewno takie myśli zaczęły mi kołatać w głowie jeszcze w trakcie rundy jesiennej. Nadal się z nimi biję, choć decyzja jest już podjęta. Cały czas zastanawiam się, czy podjąłem słuszną decyzję. Czas pokaże…

- Co przelało czarę goryczy?

- Chyba to, że nie widziałem żadnych szans na jakikolwiek krok do przodu. Szczególnie mam tu na myśli organizację i zarządzanie klubem.

- Cofnijmy się o półtora roku wstecz. Czerwiec 2009 – przychodzi Pan do Jezioraka i: czego Pan oczekuje?

- Nie wiedziałem czego oczekiwać, bo tak naprawdę miałem tylko kilka dni na przygotowanie drużyny do meczu barażowego z Hutnikiem. W ciągu paru treningów niewiele można poprawić jeżeli chodzi o motorykę. Pracowałem więc wtedy głównie pod kątem taktyki i mentalności. Wiedziałem, że działać mogę tylko w tych płaszczyznach i nie pomyliłem się, bo cel udało się nam osiągnąć. Wspólnie z piłkarzami, kibicami i działaczami cieszyliśmy się, że na kolejny sezon Jeziorak zostaje w II lidze…

- Jeziorak ma wobec Pana jeszcze jakieś zaległości?

- Rozstaliśmy się co prawda za porozumieniem stron, ale te kwestie, o które Pan pyta nie poszły nawet o krok do przodu. Zaległości wobec mnie nie zadecydowały jednak o moim odejściu w pierwszej kolejności. Zaległości są nie tylko wobec mnie, ale wobec każdego z zawodników i pracowników klubu.

- Kiedy pojawiły się pierwsze problemy z płynnością finansową Jezioraka?

- Zawsze było ciężko, ale do tej pory to wszystko jednak jakoś funkcjonowało. Największe problemy zaczęły się, kiedy zakończyła się współpraca z naszym dotychczasowym, wieloletnim sponsorem tytularnym – firmą Bi-es. To właśnie w tym należy upatrywać przyczyn problemów klubu.

- Zmotywować zawodników do grania za darmo pewnie nie było łatwo. Jose Mourinho takich kłopotów nie ma, a mówi się, że jest mistrzem motywacji. Pan też się nim czuje?

- Ha, ha, ha. Bez przesady, takie porównania są chyba nie na miejscu. Ale – tak, jak powiedziałem: trafiłem na grupę fajnych, bardzo wyrozumiałych chłopaków. Problemy na pewno mocno tkwiły im w głowach, ale jak przychodził mecz, to wszystkie sprawy potrafiliśmy odłożyć na bok i zająć się wyłącznie tym, co czeka nas po wyjściu na boisko. Cieszę się, że – mimo wielu kłopotów – nawet w przegranych meczach byliśmy równorzędnym rywalem dla każdego przeciwnika. Myślę, że obawiała się nas każda II-ligowa ekipa.

- Co teraz będzie z Jeziorakiem?

- Panie redaktorze, ja spędziłem w tym klubie tyle lat, że Jeziorak mam w sercu na zawsze. Niezależnie od tego, gdzie pracowałem – zawsze byłem kibicem Jezioraka i jak tylko miałem czas, przychodziłem na mecze, będąc sercem z chłopakami i trenerami, którzy prowadzili ten zespół. Jeziorak zawsze będę mieć w sercu. A co będzie z Jeziorakiem? Trudno mi się w jakiś sposób do tego odnieść. Gdyby znalazła się grupa ludzi, która ma pomysł, jak to wszystko ogarnąć, to może udałoby się wygrzebać z tego dość poważnego dołka. Liczę, że tacy ludzie się znajdą i dźwigną ten klub z tarapatów.

- Zostawmy już przeszłość i pogadajmy o przyszłości. Przyjęcie przez Pana oferty Startu Działdowo, to duże zaskoczenie. To jednak spory sportowy spadek. Nie było lepszych ofert?

- Wie Pan, zacznijmy od tego, że ja na co dzień pracuję w szkole i to jest moja podstawowa profesja. Jestem nauczycielem wychowania fizycznego i kierownikiem internatu, a praca w piłce to dodatek, który daje mi możliwość realizacji w czymś, co bardzo lubię i pewnie nie mógłbym bez tego funkcjonować. Praca w klubie II-ligowym gdziekolwiek indziej nie wchodziła więc raczej w grę. Musiałbym zrezygnować z pracy lub pójść na długi urlop, a na taki krok nigdy bym się nie zdecydował.

- A były w ogóle jakieś oferty z II ligi?

- Nie, takich ofert nie było, bo nawet nie było… czasu na takie propozycje. Zaraz po rozstaniu z Jeziorakiem związałem się, choć jeszcze nie całkiem formalnie, z klubem z Działdowa. Jesteśmy już po słowie i zamierzam tego słowa dotrzymać.

- Stawia Pan już sobie jakieś cele z nowym zespołem? Sytuacja Startu w III lidze jest bardzo podobna do sytuacji… Jezioraka w II lidze. Jeziorak jest 11., a Start 12.

- Zgadzam się. Sytuacja sportowa jest analogiczna. Walczymy o utrzymanie, ale po to mnie zatrudniono, by nie patrzeć z trwogą w przyszłość, ale rozpocząć rundę wiosenną dobrze i zdobyć tyle punktów, żeby nie drżeć o końcowy rezultat rywalizacji na III-ligowym szczeblu. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to awans sportowy. Gdzieś trzeba się jednak realizować, a przecież mogłem siedzieć w domu i nic nie robić. Wybrałem opcję pracy chociaż w tej III lidze.

- Działacze Startu obiecali Panu już jakieś wzmocnienia?

- Tak daleko nie wybiegaliśmy jeszcze w przyszłość. Muszę najpierw zrobić rozeznanie możliwości zespołu, bo na razie mam tylko rozeznanie wstępne. Wydaje mi się jednak, że potencjał zespołu jest duży i chyba trochę niewykorzystany. Jestem przekonany, że Start może sobie z powodzeniem radzić w III-ligowych rozgrywkach z taką kadrą, jaką dysponuje.

- Chciałby Pan zabrać ze sobą kogoś z Iławy?

- Nie myślałem o tym. Myślę jednak, że każdy zawodnik grający w Iławie byłby dużym wzmocnieniem w drużynie Startu. Daleki jestem jednak od tego, by kogokolwiek z chłopaków namawiać do gry w Działdowie. Myślę, że sprawy w Iławie wkrótce się ułożą i chłopcy, którzy w tej chwili grają będą z powodzeniem występować nadal na II-ligowym poziomie.

- W Jezioraku pracował Pan już dwa razy. Do trzech razy sztuka?

- Ha, ha, ha. Nie ukrywam, że Jeziorak będzie mi nadal bliski, a życie – jak wspomniałem – różne scenariusze pisze. Odchodząc za pierwszym razem (jesienią 2005 roku – przyp. red.) wydawało mi się, że nie będzie mi już nigdy dane poprowadzić drużyny Jezioraka. A jednak tak się stało. Nie ma więc co zakładać, że tak się znowu nie stanie. Aczkolwiek dopiero rozstałem się z drużyną Jezioraka i pewnie w najbliższym czasie taki powrót nie nastąpi.

- Załóżmy, że za pół roku przychodzi do Pana oferta z I-ligowego klubu. Zmienia Pan swoje życie i ryzykuje?

- Przede wszystkim, żeby prowadzić zespół I-ligowy, trzeba mieć licencję UEFA Pro. Żeby taką licencję otrzymać, trzeba spełnić szereg warunków. O wiele łatwiej taką licencję zdobyć zawodnikom, którzy grali w reprezentacji Polski albo chociaż w Ekstraklasie. Mnie, niestety, nie dane było takiego zaszczytu dostąpić. Ja byłem tylko zawodnikiem dawnej II ligi i – choć rozegrałem na tym szczeblu blisko 300 meczów – w Ekstraklasie nigdy nie zagrałem. Takim ludziom niełatwo zdobyć licencję UEFA Pro. Ja posiadam licencję UEFA A, która daje możliwość prowadzenia zespołów tylko i wyłącznie do szczebla II ligi. Tak więc opcja, o której Pan mówi nie wchodzi w grę. W regionie mamy natomiast – poza Jeziorakiem – tylko dwa zespoły II-ligowe. Pracują tam jednak dobrzy trenerzy i nikt nie myśli, żeby cokolwiek zmieniać.

Rozmawiał Piotr Gajewski

Komentarze

  1. P 2010-12-26 19:34:56 (***.***.***.***) #102 0:0 zgłoś

    Dobry trener w klubie z niewłaściwym zarządem

  2. omg 2010-12-26 17:19:37 (***.***.***.***) #101 0:0 zgłoś

    Stary moze 1, a jak Ty bys tyral w robocie i Ci by nie dal wyplaty, zwolnibys sie? czy bys gadal aaa tam 1 wyplata porobie dalej

  3. Szet 2010-12-25 14:48:38 (host-***-***-***-***.olsztyn.mm.pl) #92 0:0 zgłoś

    ehh raz pensji nie dostał i się popłakał ehhh jak najdalej z takimi !!

  4. kaka 2010-12-22 18:57:43 (***.olsztyn.vectranet.pl) #49 0:0 zgłoś

    Wojtek życzę tobie powodzenia to nic ,że III liga ważne jest to ,że robisz coś dla piłki na Warmii i Mazurach. powodzenia

Dodaj swój komentarz

                     
 ####    ##   #    # 
#    #  #  #  #    # 
#    # #    # #    # 
#  # # ###### # ## # 
#   #  #    # ##  ## 
 ### # #    # #    #