Rozmowa - V liga - I liga

S. Czereszewski: Ja to po prostu kocham

2015-04-04 10:50:22 Sylwester Czereszewski, dwadozera.pl, Piotr Gajewski, Stomil Olsztyn, Zagłębie Lubin, Fortuna Gągławki

Sylwek Czereszewski. Fot. Paju

Sylwek Czereszewski. Fot. Paju

- Na razie w Stomilu częściej zmieniają się prezesi niż trenerzy i trudno mówić o jakiejkolwiek wizji. Nie wiem nawet, czy chciałbym się teraz w to bawić – mówi w rozmowie z dwadozera.pl Sylwester Czereszewski, Piłkarz 70-lecia Stomilu Olsztyn, a obecnie właściciel szkółki piłkarskiej i grający trener V-ligowej Fortuny Gągławki.

- W sobotę Stomil podejmie u siebie lidera I ligi. W związku z tym chciałem Cię podpytać, jak Ty wspominasz mecze Stomilu z Zagłębiem. Jeden z nich, w 1994 roku, był przecież Twoim debiutem w Ekstraklasie, o ile dobrze pamiętam.

-Tak było. Mecz z Zagłębiem to był mój debiut w Ekstraklasie. Pamiętam, że dwa gole strzelił wtedy jednak Andrzej Jasiński. Po pierwszej kolejce był królem strzelców i wszyscy żartowali, że zaraz dostanie powołanie do kadry (śmiech). Teraz to już historia, ale śmiechu trochę było. A Lubin? Zawsze taki trochę niewygodny rywal. Przynajmniej w tamtych czasach. Zawsze mieli w składzie dwa-trzech zawodników bardzo kreatywnych i resztę, jak to się mówi „do pracy”.

- Zagłębie bardzo długo utrzymywało się w lidze. Dopiero po spadku Stomilu klub z Lubina stoczył się z Ekstraklasy. Teraz obie ekipy walczą o punkty tylko w I lidze.

- Wydaje mi się, że w Lubinie jest jakieś fatum. Przecież budżet zawsze był tam bardzo dobry. Może nie taki jak Legii, ale zdecydowanie jeden z wyższych w lidze. Od lat popełniano tam jednak ten sam błąd ściągając po kilku niezłych zawodników z przeciętnych klubów za duże pieniądze. Efekt był taki, że już chyba trzy razy w ostatnich latach spadali z ligi. Moim zdaniem lepiej raz na jakiś czas wydać potężną kasę i  ściągnąć zawodników pokroju Radovicia, wokół których można zbudować zespół, niż cały czas dziobać, dobierając piłkarzy „wyróżniających się”, ale jednak przeciętnych. Klimat do piłki i zapotrzebowanie na ten futbol moim zdaniem w Lubinie jest. Jest przecież piękny stadion, jest całkiem sporo kibiców. Problem to cały czas ta polityka.

- Teraz zaczyna to chyba wyglądać lepiej. Awans do Ekstraklasy trudno będzie im już wydrzeć, a drużyna wydaje się budowana rozsądnie. Śledzisz ich poczynania w I lidze?

- No pewnie! Choć w piłkę już zawodowo nie gram, to śledzę wszystkie polskie rozgrywki od A klasy do Ekstraklasy i jestem na bieżąco ze wszystkimi czołowymi ligami zagranicznymi. Lubin na pewno jest faworytem rozgrywek, ale trzeba pamiętać, że wiosna jest zawsze zupełnie inna niż jesień. Kluby walczą już o konkretne cele, jedni się osłabiają, inni wzmacniają. Gra się ciężej. Wiele klubów gra przecież z nożem na gardle i takie Siedlce pokazała w ostatniej kolejce, że nawet Lubinowi można te punkty urwać. A miał być pogrom. To liga, w której każdy może wygrać z każdym.

- Pokazał to ostatni mecz Stomilu z ostatnim w tabeli Widzew.

- No właśnie. Dużo mówiło się o Katowicach, że może zaatakują czołówkę, a tu na razie słabo. Jest ciekawie, a dla kibiców to dobrze, że liga jest nieobliczalna. Sporo się w niej dzieje i faworytów zwykle wytypować bardzo trudno.

- No dobra, to skoro ta liga taka ciekawa, to dlaczego prawie w ogóle nie pojawiasz się na Stomilu?

- Staram się spędzać weekendy z rodziną. Poza tym, jak wiesz, bawię się jeszcze trochę w „okręgówce”, prowadząc Fortunę Gągławki. Na przykład jutro jedziemy aż do Tolkmicka, grać z rezerwami Concordii Elbląg. No i ogólnie jakoś mnie ciężko zaciągnąć… Nie wiem, może gdzieś podświadomie boję się, że ten stadion się kiedyś zawali (śmiech)? Chciałbym bardzo, by w końcu powstał w Olsztynie normalny stadion, by w końcu wróciła atmosfera z czasów, kiedy ja grałem. Obecnie jest o to trudno, bo świat się zmienił, standardy są już inne, a my zostaliśmy gdzieś w tyle. Mnie osobiście bardzo to męczy.

- Jest też taka obiegowa opinia, że nie chodzisz na mecze, bo masz zadrę o to, że nigdy nikt z klubu nie poprosił Cię o pomoc, o radę, o wsparcie. Jest w tym trochę prawdy?

- Może kiedyś tak było… Niektórzy wychodzą z założenia, że aby gdzieś cię chcieli, musisz bywać, pokazywać się, wciskać, gadać. Ja taki nie jestem. Nigdy nie miałem głowy wysoko w chmurach, ale uważam, że moje doświadczenie można byłoby jakoś wykorzystać. W Olsztynie i okolicy nie ma chyba drugiego zawodnika, który rozegrałby tyle meczów i strzelił tyle bramek w lidze. Moim zdaniem olewanie byłych piłkarzy z takim doświadczeniem jest trochę zaściankowe. Mogę się założyć, że gdyby mieszkał w Warszawie, ktoś z Legii odezwałby się, żeby moje doświadczenie zdobyte w Warszawie zacząć wykorzystywać dla nowych pokoleń. Tam to podejście jest już zdrowe. U nas myślenie jest jeszcze inne. Niedawno jeden z kolegów powiedział mi: „Nie, Sylwek, ty do Stomilu to nie idź, bo ty już się nachapałeś”. Nachapałem się? Na początku w ogóle nie wiedziałem, o co może mu chodzić. Że jakoś tam mi się w piłce powiodło, to trzeba mnie już odstawić na boczny tor? Przecież ja tych pieniędzy nie ukradłem, tylko wypracowałem na boisku. No, ale niektórym, widać, to przeszkadza i nie mogą zrozumieć. Na razie w Stomilu częściej zmieniają się prezesi niż trenerzy i trudno mówić o jakiejkolwiek wizji. Nie wiem nawet, czy chciałbym się teraz w to bawić.

- Trenera Stomilu znasz dość dobrze, bo z Mirosławem Jabłońskim miałeś okazję współpracować dość długo w Legii. Gdy przychodził do Stomilu dało się słyszeć, że jego czas już minął, że, jak to się mówi, „już nie ogarnia”. Na razie pokazuje, że jest inaczej.

- No, ogarnia, ogarnia. „Jabłko” to był mój drugi trener w Legii. Przychodziłem na Łazienkowską za Stachurskiego, a on przejął zespół chyba zaraz po nim. I fajnie się z nim współpracowało, fajnie nawet graliśmy. Zawsze jednak był ktoś przed nami. Był wtedy mocny Widzew, mocna Wisła, w międzyczasie chyba ŁKS. Ale „Jabłuszko” zawsze pasował piłkarzom. To taki ugodowy trener, z którym zawsze idzie się dogadywać.

- Od kilku tygodni wiceprezesem klubu jest Twój inny dobry znajomy Rafał Szwed, a prezesem Mariusz Borkowski, którego zapewne poznałeś przy okazji turnieju Stomil Cup. Myślisz, że to ludzie, którzy mogą ten klub poukładać?

- Tak osobiście to znam tylko „Szwedzika”. Obecnego prezesa jedynie kojarzę. „Szwedzik” to moim zdaniem fanatyk Stomilu. Zawsze jak jeździliśmy na jakieś mecze charytatywne czy spotykaliśmy się gdzieś przypadkiem, był na bieżąco z tym, co dzieje się w Stomilu. On, jeszcze zanim został prezesem, chodził nawet na sparingi! Ewidentnie tym żyje. A czy sobie poradzą? Tak jednoznacznie odpowiedzieć się nie da, bo, niestety, nie zależy to tylko od nich. Jest wiele czynników, powiedzmy zewnętrznych, na które nie mają wpływu. Przede wszystkim chodzi mi tu o wsparcie ze strony miasta. Miasto powinno to mocniej wziąć na siebie, bo inaczej żaden sensowny inwestor nie przyjdzie. Nie będzie po prostu ufać. O problemie z boiskami nie będę nawet wspominać. Od awansu Stomilu do Ekstraklasy minęło 21 lat, a od tamtego czasu niewiele się w kwestii boisk zmieniło. Od kilku lat wszyscy trenują na Dajtkach, a to trochę nienormalne. Jesteśmy jedynym miastem tej wielkości, w którym nie ma jeszcze stadionu. Nie rozumiem tego. Tyle ziemi w mieście i wokół miasta leży odłogiem. Aż się prosi, by gdzieś przygotować niewielką bazę. Ktoś musi to jednak wziąć na siebie i chcieć to zrobić.

- Znasz problem od podszewki, jako właściciel piłkarskiej szkółki.

- No tak, my na przykład trenujemy często na Bydgoskiej. Wiadomo, że to boisko jest już wysłużone i nie jest szczytem marzeń, ale cieszę się, że mam gdzie trenować w ogóle. 14-latkowie grają już przecież na pełnowymiarowych boiskach i nie będziemy z nimi trenować na orlikach. No, ale nie ma co narzekać, jakoś dajemy radę. Trzeba wierzyć, że będzie lepiej. Na razie wszyscy są uzależnieni od Dajtek.

- Powiedz, Ty szkółkę Czereś Sport traktujesz biznesowo, czy raczej jako rozrywkę, która wypełnia nadmiar wolnego czasu?

- Na pewno nie jest to tylko rozrywka. Każdy pieniądz jest przecież ważny. Nie mam ze szkółki jakichś wielkich pieniędzy, ale też nie są to jakieś ochłapy. Jakoś to działa i z tego jestem zadowolony. Przede wszystkim to jednak wciąga. Wielu chłopaków przychodzi, żeby jakoś tam się poruszać, żeby nie siedzieć przy komputerze, ale są też tacy, na których grę patrzy się z przyjemnością. Widać, jak niektórzy z tych chłopaków fajnie się rozwijają, jak piłka im nie przeszkadza, jak sami tą piłką żyją. To fajne i daje motywację do pracy z nimi.

- Tych szkółek w ostatnich latach mocno się w Olsztynie namnożyło. Konkurencja nie jest za duża?

- Nie, to dobrze, że jest wybór, że każdy się stara. Szkoda tylko, że niedługo szkółek w Olsztynie będzie… więcej niż boisk. Co tam więcej niż boisk! Więcej niż orlików (śmiech)! Więcej niż boisk to już chyba jest… A moja szkółka? To teraz moje główne zajęcie. Człowiek chyba już do końca życia będzie tak sobie ciągnąć przy piłce… Ja to po prostu kocham. Uwielbiam. I nie mógłbym bez piłki funkcjonować.

- No i dalej grasz. W weekend, po wielotygodniowej przerwie, wracasz na boiska ze swoją V-ligową Fortuną Gągławki.

- Tak, w pierwszej kolejce pauzowaliśmy i mam nadzieję, że wystartujemy z przytupem. Wzmocnił nas bardzo dobry napastnik, który, jak na ten poziom rozgrywek, ma bardzo duże doświadczenie. Grzegorz Metera, na którego chłopaki wołają „Materac”, grał wcześniej w Stawigudzie, a ostatnio strzelał gole w Unieszewie. Powinien być dużym wzmocnieniem. Ta Fortuna to taka fajna ekipa. Pewnie, że niektórzy mają takie A-klasowe podejście i trzeba ich trzymać krótko, ale są też chłopaki, którzy, choć grają amatorsko, podchodzą do tego grania bardzo poważnie. Tak jak ja. Niektórzy pytają, czy mi się jeszcze chce. No, chce się, bo gdyby się nie chciało, to bym tego nie robił. Dzięki piłce pilnuję się jakoś o wagę, o wygląd. Nawet w takiej „okręgówce” trzeba trochę pobiegać.

- W Gagłąwkach masz chyba bardzo fajną atmosferę.

- To prawda. Większość ekipy to chłopaki z Olsztyna i okolic. Są gaduły, są mruki, są tacy, których lubi się bardziej, są tacy, których chciałoby się od razu przytemperować, ale generalnie ekipa jest fajna. Bardzo dobra grupa, w której, tak myślę, fajnie się dogadujemy. Coraz rzadziej słyszę już typowo A-klasowe teksty, że „boisko nierówno”, „sędzia zły” albo „piłka źle napompowana”. Chłopaki wiedzą, że najpierw musimy wszyscy wymagać od siebie, a dopiero potem mieć pretensje do świata i okolic.

- Nie korci Cię, żeby za jakiś czas spróbować sił gdzieś wyżej?

- Może ktoś powie, że jestem wybredny, ale uważam, że nie ma sensu bawić się w półśrodki. Jeżeli już miałbym się gdzieś ruszać, to do pracy z zespołem naprawdę profesjonalnego, z wysokiej półki. Praca w II, III czy nawet IV lidze to już jakaś presja, jakieś wymagania, konieczność budowania ekipy, przy czym często zapomina się o zapewnieniu odpowiednich warunków. To nie dla mnie. W Gągławkach podejście do piłki jest szczere. To mi pasuje.

Rozmawiał Piotr Gajewski

Pozyczkaportal.pl - porównywarka pożyczek i kredytów online

Komentarze

  1. Gwiazdy Swieca Po Zmroku 2015-04-10 23:39:18 (aaxu***.neoplus.adsl.tpnet.pl) #51031 0:0 zgłoś

    https://www.youtube.com/watch?v=MQ98nesOsuE Ja założyłem odblaski, załóż i Ty, SYLWESTER CZERESZEWSKI

  2. Rozczarowany Rodzic 2015-04-10 23:35:28 (aaxu***.neoplus.adsl.tpnet.pl) #51030 0:0 zgłoś

    Beznadziejny trener!

  3. asd 2015-04-10 22:35:27 (***-***-***-***.internetia.net.pl) #51029 0:0 zgłoś

    Skromny chłopak z tego Sylwka...

  4. Loczek 2015-04-10 18:44:07 (aaxo***.neoplus.adsl.tpnet.pl) #51027 0:0 zgłoś

    "Mogę się założyć, że gdyby mieszkał w Warszawie, ktoś z Legii odezwałby się, żeby moje doświadczenie zdobyte w Warszawie zacząć wykorzystywać dla nowych pokoleń. " HAHAHAHAHAHAHA, akurat w Legii znają się na piłce i takich pajaców jak Ty nie potrzebują do trenowania.

  5. Były zawodnik 2015-04-10 18:40:31 (aaxo***.neoplus.adsl.tpnet.pl) #51026 0:0 zgłoś

    $ylwe$ter Czere$zew$ki! Tyle w temacie.

  6. Kibic 2015-04-09 11:59:04 (acdj***.neoplus.adsl.tpnet.pl) #51020 0:0 zgłoś

    Ludzie nie dajcie się nabrać na nazwisko Czereszewski, piłkarzem był dobrym, trener z niego beznadziejny. Popatrzcie sobie jak on prowadzi treningi, jedyne na czym mu zależy to na pieniądzach. Nie dajcie zarabiać gburowi.

  7. rastiger 2015-04-05 18:30:19 (***.olsztyn.vectranet.pl) #50997 0:0 zgłoś

    jedyne co mu wychodzilo to brac 60 zl za miesiąc gry u niego + skladka na wode+skladka na okejke+ kompromitacja , mowi o tym żeby nie trenować na orliku z 14 ale sam jak gra na bydgoskiej z nimi to na 1/3 czyli orlik ... zero jakiejkolwiek taktyki tylko pałówa , jak są dobrzy piłkarze to będzie wynik, jedyny wynik jaki zrobil to z juniorami w 2010 albo 2011 roku jak wygral lige po czym zjebal do B klasy i od tego zaczely się jaja z sylwFFFFkiem loczkiem

  8. Kibic 2015-04-04 22:42:23 (agrd***.neoplus.adsl.tpnet.pl) #50970 0:0 zgłoś

    Trenowałem kiedyś u niego w Czereś Sport, jedyne co on kocha to przede wszystkim pieniądze. Pamiętam jak jeden chłopak od nas z drużyny złamał nogę na meczu to nawet szanowny Pan trener nigdy do niego nie zadzwonił, ani nie zainteresował się co z jego zawodnikiem. Piłkarzem był bardzo dobrym, ale człowiek z niego marny i dwulicowy.

  9. JO 2015-04-04 19:32:26 (apn-***-***-***-***.dynamic.gprs.plus.pl) #50961 0:0 zgłoś

    Czereszewski juz się sprawdził w IV lidze w Starcie Nidzica lepiej niech nie zaczyna i dalej bawi się dziećmi zawodnikiem byl dobrym trenerem słabym.

Dodaj swój komentarz

                     
#    #  ####  #####  
#    # #    # #    # 
#    # #    # #    # 
#    # #    # #    # 
 #  #  #    # #    # 
  ##    ####  #####