Rozmowa - II liga

Rafał Dąbrowski: Miłością do klubu zaraził mnie mój Tata

2020-11-18 10:40:00 Sokół Ostróda, Rafał Dąbrowski

Rafał Dąbrowski. Fot. Emil Marecki

Rafał Dąbrowski. Fot. Emil Marecki

Rafał Dąbrowski, to człowiek instytucja w Sokole Ostróda. Ostatnio nawet wszedł do zarządu II-ligowca. Rozmawiamy o jego miłości do klubu, obowiązkach w Sokole, przyszłości.

- Dla osób związanych z Sokołem nie jesteś osobą anonimową. Co skłoniło Cię by wejść do zarządu klubu?

- Sokół awansując w ubiegłym sezonie do drugiej ligi dokonał rzeczy historycznej. Wejście na szczebel centralny to wielkie piłkarskie święto nie tylko dla Ostródy, ale chyba również dla wszystkich sympatyków futbolu z całego regionu. Wraz z awansem, poza jego wymiarem prestiżowym i sportowym, pojawiło się w klubie sporo nowych wyzwań i obowiązków. Członkowie zarządu uznali w pewnym momencie, że przyda się im jeszcze ktoś do pomocy. Z klubem związany jestem praktycznie przez całe swoje dorosłe życie, więc nie mogłem się nie zgodzić na ich propozycję.

- Jakie są Twoje obowiązki w zarządzie?

- Wspólną cechą wszystkich członków zarządu jest to, że jesteśmy w Sokole szaleńczo wręcz zakochani. Jedni z nas mają do zespołu podejście stricte biznesowe, inni bardziej emocjonalne, lecz zawsze w ostatecznym rozrachunku łączą nas nasze trzy kolory. Dzielimy się tymi obowiązkami biorąc pod uwagę nasze umiejętności i doświadczenia „pozapiłkarskie”. Od wielu lat staram się promować Sokoła, więc w dalszym ciągu będę skupiał się na tym, by o klubie było głośno, by rozwijał się pod kątem medialnym, wizerunkowym.

- Co chciałbyś zrobić dodatkowo?

- Postaramy się też o to, by pokazać nie tylko wszystkim mieszkańcom Ostródy i regionu, ale również naszym samorządowcom i lokalnym firmom, że Sokół to marka, która na dobre chce zagościć na piłkarskich salonach. W futbol w Ostródzie warto inwestować, warto go wspierać. Sokół pokazał, że może być doskonałym ambasadorem Warmii i Mazur.

- Jak zaczęła się Twoja przygoda z Sokołem Ostróda? Pamiętasz swój pierwszy mecz?

- Miłością do klubu zaraził mnie mój Tata. Na początku dzieliliśmy te nasze sportowe uczucia między Sokoła i Stomil Olsztyn, ale z czasem obaj totalnie wsiąkliśmy w klub z naszego miasta. Do dziś śledzę wyniki Stomilu, cieszę ze zwycięstw i wkurzam się, gdy mu nie idzie, ale Sokół zagarnął praktycznie w całości futbolową część mojego serca. Pierwszego meczu w Ostródzie – nie ukrywam – nie pamiętam, ale to były czasy, kiedy najbardziej imponowali mi tacy zawodnicy jak Jacek Orzechowski czy nieco później Damian Dąbrowski lub Bogdan Miłkowski.

- Jak to się stało, że zostałeś spikerem meczowym?

- To w sumie dość śmieszna historia. Miałem 13 lub 14 lat, byłem z Tatą na meczu, kibice z Ostródy kojarzą słynny „balkonik” w starym budynku klubowym. Na kilkanaście minut przed pierwszym gwizdkiem okazało się, że nie ma komu „złapać za mikrofon”. Nigdy nie miałem oporów przed publicznymi wystąpieniami, więc się zgłosiłem. Wiele osób patrzyło na mnie wtedy z politowaniem, bo to były czasy, gdy przechodziłem mutację (śmiech). Ale wyszło na tyle dobrze, że zostałem. Klub wysłał mnie na kursy, byłem swego czasu najmłodszym w Polsce licencjonowanym spikerem z papierami na prowadzenie meczów choćby i w Ekstraklasie. Z krótką przerwą ta spikerska historia trwa już od ponad 15 lat, czyli jak by nie liczyć – większość mojego życia.

- Jak oceniasz dotychczasowe osiągnięcia Sokoła w II lidze?

- Gdyby przed rozpoczęciem sezonu ktoś powiedział, że będziemy po 12 rozegranych meczach będziemy pukać do strefy barażowej, to pewnie większość kibiców Sokoła brałaby taki wynik w ciemno. A przecież gdyby nie pechowy remis w Elblągu czy najdziwniejsza przegrana, jaką widziałem na żywo – mowa o meczu z KKS Kalisz – to bylibyśmy jeszcze wyżej. Nie sposób nie być usatysfakcjonowanym i zadowolonym, zwłaszcza po takich meczach jak te w Grudziądzu lub Suwałkach, gdy niespodziewanie, ale zasłużenie ogrywaliśmy na ich terenie spadkowiczów z zaplecza Ekstraklasy.

- W Pucharze Polski mogliście zajść dalej?

- Trzeci raz w historii Sokół odpadł w 1/16 finału Pucharu Polski i trzeba sobie powiedzieć, że w tym sezonie byliśmy najbliżej historycznego awansu do kolejnej fazy. Odpadliśmy po dogrywce, gdzie Warta Poznań pokazała swoje doświadczenie i praktycznie załatwiła temat w 60 sekund. Może gdybyśmy mieli w tym meczu nieco szerszą ławkę, może gdybyśmy coś strzelili w regulaminowym czasie, bo okazje były… Ale to tylko gdybanie. Do czterech razy sztuka! Tym bardziej, że w kolejnych latach, jako zespół ze szczebla centralnego, od razu będziemy trafiać do 1/32 finału. Na razie skupiamy się na dobrej grze w lidze i na tym, by budżet klubu był jak najbardziej zrównoważony, dający bezpieczeństwo i stabilność na drugoligowym poziomie.

- Jakie są cele na ten sezon?

- Cholernie trudne pytanie. Z punktu widzenia sportowego jesteśmy na tę chwilę bliżej strefy barażowej niż spadkowej. Znasz mnie nie od wczoraj, więc wiesz, że zawsze z wielkim optymizmem patrzę w przyszłość i stawiam sobie najwyższe możliwe cele. Ale Sokół… Marzy mi się taka sytuacja, że na 5-7 kolejek przed końcem sezonu będziemy bezpieczni i nie będzie nam groził spadek. A jeśli w tym samym czasie będziemy mogli powalczyć o coś więcej? No to powalczymy. Sponsorzy Sokoła, jego prezesi, sztab szkoleniowy to wszystko bardzo ambitni ludzie. Jeśli będzie można pograć o coś więcej, to czemu nie spróbować?

- Zespół powinien być jeszcze wzmocniony?

- To pytanie bardziej do sztabu szkoleniowego. Na pewno będziemy rozmawiać jeszcze przed przerwą zimową o tym, jak oni to widzą. Warto pamiętać, że Sokół dysponuje jednym z najniższych budżetów w drugiej lidze. Musimy zawsze mierzyć siły na zamiary.

- Co uważasz za mocną, a co za słabą stronę Sokoła w tym sezonie?

- Zaczynając od pozytywów – można powiedzieć, że zaczynamy dobrze wyglądać od drugiej połówki, bo zdecydowaną większość bramek zdobyliśmy po zmianie stron (śmiech). Służą nam te piętnastominutowe wizyty w szatni. Fajnie ostatnio wyglądamy w odbiorze piłki w środkowej strefie boiska, w pressingu. Czekam na moment, w którym wygramy w końcu trzy mecze z rzędu, bo chyba naszym największym mankamentem jest na tym etapie po prostu gra w kratkę. Tylko że to taka liga, każdy z każdym może wygrać i ciężko tu o spektakularne serie. My jednak powalczymy już w środę w meczu z Garbarnią o to, żeby w końcu ustrzelić tego zwycięskiego „hattricka”.

- Najlepszy i najgorszy mecz Sokoła w obecnym sezonie?

- Najgorszy wskazać łatwo, bo historia meczu z KKS Kalisz była tak spektakularna, że można by o niej nagrać jakiś wysokobudżetowy piłkarski film katastroficzny. Co ciekawe, zobacz jaka przewrotna jest piłka, najlepszy mecz przyszedł kilka dni później. Chciałbym co tydzień oglądać taki Sokół jak ze starcia z Wigrami. To była uczta dla oka i zasłużone trzy punkty, które smakowały jeszcze lepiej mając w głowie to co stało się w pojedynku z KKS.

- Gdzie widzisz Sokoła za dwa lata, pięć?

- Zależy, czy pytasz Rafała – kibica czy Rafała – członka zarządu. Ten hurraoptymistyczny Rafał – kibic powie, że w Ekstraklasie, walczącego o europejskie puchary (śmiech). A schodząc bardziej na ziemię – realnie chciałbym, by Sokół był liczącą się siłą w polskiej piłce nożnej. By Ostróda zaczęła kojarzyć się piłkarsko, a ktoś, kto usłyszy nazwę naszego miasta za rok czy dwa, od razu odpowie: tam gra taki Sokół, klub fajnie zarządzany, z super sponsorami, potrafiący napsuć krwi bogatszym i bardziej rozpoznawalnym rywalom. W której będziemy wtedy lidze? Oby było co najmniej tak dobrze, jak teraz!

Rozmawiał Krzysztof Betkier

Komentarze

Artykuł nie został jeszcze skomentowany - możesz być pierwszą osobą!

Dodaj swój komentarz

                     
 ####    ##   #    # 
#    #  #  #  #   #  
#      #    # ####   
#      ###### #  #   
#    # #    # #   #  
 ####  #    # #    #