Temat dwadozera.pl - Inne - I liga

Olsztyńska enigma, czyli: Co z dotacją dla Stomilu?

2014-02-05 00:31:57 Stomil Olsztyn, Jacek Czałpiński, Piotr Grzymowicz, Andrzej Królikowski

Fot. em

Fot. em

Z zainteresowaniem, ale i niedowierzaniem przypatrywaliśmy się w ostatnich dniach akcji pod hasłem „Stomil nie złożył wniosku o dofinansowanie”. I szczerze mówiąc, nadal nie kumamy o co chodzi. Albo sprawa jest bardzo prosta, albo bardzo zawiła… Jedno jest pewne: klub na wojnę z ratuszem iść nie zamierza. I to akurat słuszna decyzja.

Zacznijmy od faktów. Ten najważniejszy jest taki, że Stomil Olsztyn nie złożył w tym roku wniosku o dofinansowanie klubu na podstawie konkursu „Wspieranie działalności klubów sportowych realizujących zadania na rzecz rozwoju sportu w Olsztynie”. W związku z tym nie ma szans na dofinansowanie uzyskane  w ten sposób. Koniec, kropka. No, chyba, że ktoś wydłuży termin składania wniosków, otwierając tym samym kuchenne drzwi…

Faktem jest również dziwna wypowiedź prezydenta Olsztyna Piotra Grzymowicza, który dziwi się, że klub nie wystąpił o wsparcie. Wynika więc z tego, że wsparcie dla klubu było przewidziane.

Nieco wcześniej, tuż przed nagłośnieniem sprawy braku dofinansowania, klub żegna się z Andrzejem Królikowskim, dyrektorem klubu. Oficjalnie z powodów zdrowotnych.

Tyle faktów. Reszta to już domysły i słowa – prawdziwe lub nie. I właśnie ten brak jednoznaczności nas w tym całym zamieszaniu najbardziej zadziwia.

Podobno bowiem w puli przeznaczonej na konkurs z myślą o Stomilu zabezpieczano kwotę około 300 tys. złotych. Podobnie jak rok temu. Jeżeli to prawda, to nie ma w tym nic dziwnego, bo wiadomo przecież, że takie konkursy to farsa i wszystko jest – mniej więcej – z góry ustalone. To tak jak z konkursami na „promocję Olsztyna poprzez rozgrywki siatkarskiej PlusLigi”. Wiadomo, że taki konkurs to fikcja – chodzi tylko o to, by w legalny sposób przekazać kasę klubowi. Wszystko ustala się zwykle wcześniej podczas długich negocjacji. Tak było i tym razem. Przynajmniej tak powinno być. Ale skoro tak było, dlaczego zatem klub wniosku o dofinansowanie nie złożył? Teoretycznie informacja o jego ogłoszeniu jest przecież podawana publicznie…

Kilka razy usłyszeliśmy wersję, jakoby z ratusza dotarła do klubu nieoficjalna informacja, by akurat w tym konkursie Stomil wniosku o dofinansowanie nie składał, bo dostanie pieniądze z innego źródła. Może to i prawda, a może i nie. Może po prostu słaba ściema, która ma ukryć czyjeś zapominalstwo… Jaki bowiem interes miałby ktoś z ratusza we wprowadzaniu pracowników Stomilu w błąd? No jaki?! Podobno w grudniu ratusz organizował nawet jakieś spotkania informacyjne dla przedstawicieli klubów.

Na pewno nieskładanie wniosku w ogóle, bez oficjalnego potwierdzenia rzekomej informacji w ratuszu, było ryzykowne. Ktoś powinien za to beknąć. To jasne. Nie chodzi przecież o 100 czy 200 złotych, tylko o 300 000 złotych! To naprawdę gruby hajs, nawet dla I-ligowego, stabilnego finansowo klubu. Nie wydaje nam się, by ktoś mógł się zachować aż tak nieodpowiedzialnie celowo i świadomie. Wydaje się, że to bardziej niedopatrzenie i niefrasobliwość, zapominalstwo i brak profesjonalizmu. Tyle, że zajebiście kosztowne. Pytanie tylko: kto zawinił? Tak kuriozalne sytuacje w naprawdę coraz bardziej profesjonalnie zarządzanym klubie nie powinny się przecież zdarzać. Absolutnie!

Z drugiej strony wiadomo przecież, że obiecana kasa jest klubowi potrzebna – to część zaplanowanego budżetu. Bez niej klub może się zadłużyć, popaść w tarapaty, nawet upaść. Oczywiście nie w tym przypadku, ale generalnie - tak jest. Po co miasto miałoby na siłę coś udowadniać piłkarskiemu klubowi, który służy jego mieszkańcom? To też nielogiczne. Klub może przecież otrzymać kaskę inną drogą i też będzie git.

Wszystko zatem w rękach (i głowie) prezydenta.

Albo Grzymowicz wcieli się rolę dobrego wujka i da klubowi obiecaną kasę mimo wszystko, albo będzie wujkiem surowym i kaski klubowi nie przekaże, by nie podpaść przy okazji przedstawicielom innych dyscyplin (że niby „Stomil więcej może”). Usprawiedliwienie przecież ma (że „nie złożyli wniosku”). Jest też opcja trzecia, tzw. teoria spiskowa, która mówi, że ktoś z ratusza rzeczywiście prowadzi z klubem wyrachowaną grę i celowo wprowadził olsztyński futbol na minę. Tylko jeszcze raz pojawiłoby się pytanie: Po co? Odpowiedź byłaby wtedy tylko jedna: POLITYKA.

Na razie nie wiemy, co dalej, bo do planowanego na dziś spotkania prezesa Stomilu Jacka Czałpińskiego z Piotrem Grzymowiczem nie doszło. Sprawa ma być poruszana później, zapewne jeszcze przed anonsowanym przyjazdem do Olsztyna Zbigniewa Bońka.

Tak czy inaczej, na zbyt mocne fikanie nikt ze Stomilu pozwolić sobie nie może. Miasto przecież jednak klub wspiera, dodatkowo łoży na niego poprzez miejską spółkę (WodKan) i błogosławi współpracy na linii klub – Galeria Warmińska. No, a przede wszystkim ratusz, z myślą o potrzebach klubu, reanimuje trupa, czyli inwestuje w 36-letni stadion przy al. Piłsudskiego.

Wyjście widzimy teraz tak naprawdę jedno: spokojne negocjacje z ratuszem, dogłębne wyjaśnienie sprawy i rachunek sumienia (plus konsekwencje) wewnątrz klubu. To surowa lekcja, ale jednak lekcja. Trzeba z niej wyciągnąć naukę.

PG

Komentarze

Artykuł nie został jeszcze skomentowany - możesz być pierwszą osobą!

Dodaj swój komentarz

                     
#    # ###### #    # 
##   # #      #    # 
# #  # #####  #    # 
#  # # #      #    # 
#   ## #       #  #  
#    # ######   ##